środa 7 listopada 2007
Nie przygotowuje juz spotkan, tylko je prowadze, wiec do Martyrii pojechalem przed 20, od razu przygotowac sie do mszy sw. Pierwsza eucharystia w listopadzie to tradycyjnie msza odprawiana w intencji wykladowcow, pracownikow administracyjnych i studentow zmarlych w ciagu ubieglych 12 miesiecy, z wypominkami z imienia i nazwiska. Niestety nasz ksiadz nadal byl w Rzymie, wiec w jego zastepstwie eucharystie odprawial inny kaplan, duzo slabszy kaznodzieja, ale za to bylo nas 14 lektorow, co wygladalo naprawde ... cool. Po eucharystii prowadzilem spotkanie. Zaplanowalem sobie rozmowe o zwyczajach pogrzebowych w Polsce kiedys i teraz, oraz u żydow oraz w innych kulturach. Mialem przygotowane informacje z internetu, i poczatek byl niezly. Porozmawialismy jak to wyglada teraz, czy mamy jakies zwyczaje, itp, potem kolega przeczytal jak to wygladalo kiedys, zwlaszcza w sredniowieczu i pozniej, co wywolalo dyskusje na temat zabobonnosci i tradycji oraz pokazalo ze czesc z tego przetrwala do dnia dzisiejszego. Potem ktos powiedzial ze podobne tradycje maja zydz, wiec inny kolega zaczal czytac przygotowane przeze mnie informacje na temat tradycji pogrzebowych u zydow. W tym momencie wszedl ksiadz, ktory odprawial nasza msze, i zaczal opowiadac o zwyczajach pogrzebowych na wsi, a potem o zwyczajach hospicyjnych (jest kapelanem bydgoskiego hospicjum), wlaczajac w to biografie zalozycielki hospicjum. Mowil przez 45 minut i nie dalo mu sie przerwac, nawet kiedy czas naszego spotkania czyli 22:30 sie skonczyl on nadal opowiadal. No ale w koncu udalo sie zakonczyc spotkanie modlitwa i blogoslawienstwem, posprzatalismy i do domu.
[ 06:01 PM ] [ 2007-11-16 ]